W tym poście napiszę wam, czego tak naprawdę nauczyłam się na tym obozie. Moja instruktorka-Pani Gosia wybrała mi piękną, gniadą, lecz płochliwą klacz- Arłenę. Jazda była na hali. Arłena to koń do hipoterapii, więc raczej nie jeździ kłusem (a zwłaszcza galopem). Trening był tylko stęp-kłus... Ten koń był taki, że raz był spokojny, a raz sprytny i uparty. Przekonałam się o tym, gdy mimo spychania łydką i przykładania do szyi wewnętrznej wodzy, nie chciała zjechać na ścianę.
Po kilku dniach nauczyłam się kilku najważniejszych podpunktów, które pomogły mi panować nad tą klaczą. Sporo już wiedziałam, więc to tylko będą rady mojej instruktorki.
1.Staraj się bardziej ciągnąć palce do góry niż piętę do dołu.
2.Trzymaj konia na ŁAGODNYM kontakcie- wtedy lepiej będzie się czuł, jeśli będziesz ciągnąć konia za pysk, żeby np. skręcił w prawo, to raczej tego nie zrobi, bo koń nie pójdzie tam, gdzie coś sprawia mu ból.
3.Pracuj bardziej dosiadem i łydkami, bat nie zawsze musi być potrzebny.
4.Twój głos i bacik jest ostatnią pomocą, jeśli koń nie chce Ci zakłusować mocniej wypchnij go z bioder i dodaj kilka razy łydkę;)
5.Pamiętaj o rękach, gdy podciągasz się na wodzach, lub trzymasz ręce wysoko (albo przy brzuchu), koń odczuwa wielki ból.
6.Gdy jedziesz kłusem ćwiczebnym i czujesz, że podskakujesz "jak worek ziemniaków", odchyl się delikatnie do tyłu- to powinno pomóc.
7.I podstawa- zawsze słuchaj poleceń instruktora, a jeśli twój koń (ten na którym jeździsz) nie chcę się Ciebie słuchać poproś instruktora o pomoc ;)
Te kilka rad (oprócz ostatniej) bardzo mi się przydały, mam nadzieję, że wam też się przydadzą ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz